• Wpisów: 12
  • Średnio co: 182 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 09:58
  • Licznik odwiedzin: 3 048 / 2374 dni
 
kamciag2000
 
- Catherine! – rozeszło się głośne wołanie. Wśród tłumów ludzi na szkolnym boisku stała Zoey. Wypatrywała, czekała na mnie. Dziś rozgrywał się jeden z ważniejszych meczy dla naszej szkoły. „Amber teen High” vs. „soul High”. Wiedziałam, że się spóźnię, ale nie mogłam jej uprzedzić. Byłam cała roztrzęsiona. Zostawiłam w torebce telefon. Spóźniłam się na autobus, więc musiałam zaczekać na mamę. Nerwowo poprawiałam makijaż przed małym samochodowym lusterkiem. Siedziałam jak na gwoździach. Chciałam spytać czemu jeszcze nie mam prawo jazdy, ale wiedziałam, że mama miała zły dzień w pracy i nie chciałam jej dodatkowo denerwować. Postanowiłam przemilczeć tą podróż. Jednak kotłowałam w sobie prolog emocji i nie wykluczone, że kilka przekleństw przemknęło mi w myślach. Często opuszczałam takie szkolne widowiska, co przysporzyło mi sporo kłopotów. Nie chcę ryzykować w gabinecie u dyrektora. Wiem, to chore, tak jak nieustannie męczące zasady naszej szkoły. Liczą każdą osobę, sprawdzają na liście każdego ucznia. Mecze footballu to dla nich świętość. A szczególnie dla dyrektora. To on nimi dowodzi, tak jak robotami. Delikatnie nałożyłam miętowy błyszczyk, poczym oparłam się znudzona o fotel.  Zmarszczyłam brwi. Byłyśmy już niedaleko. Wyciągnęłam książkę, poczym cała pochłonęłam się w fantastyczną literaturę. Mój umysł się rozkoszował akcją bohaterów. To dawało mi trochę ukojenia, odrywało mnie od problemów tego świata. W tym mogłam być kimś innym.
Nagle poczułam, jak mała Honda mamy zwalnia. Wzięłam głęboki wdech. Jak najszybciej musiałam odnaleźć Zoey. Gdy tylko samochód zatrzymał się na szkolnym parkingu, pożegnałam się szybko z mamą, poczym wyskoczyłam jak szalona z auta. Biegłam w stronę szkolnego boiska. Choć zmęczenie i upał przyskwierało, ani mi się śniło zwolnić. Wytrącona z równowagi, próbowałam znaleźć wzrokiem Zoey. Musiałam się ogarnąć i wypatrywać dziewczynę o morskich jak fale oczach i orzechowo- złocistych włosach. Przepychałam się przez tłum sparzonych ze sobą nastolatków. Traciłam powietrze, nerwowo próbowałam zaczerpnąć oddech. Rozwydrzona młodzież, jak najszybciej napierała ku zapisom. Nie mogłam jej znaleźć, prawdopodobnie, już dawno przeszła przez zapisy i usadowiła się na trybunach. O nie, czy ona o mnie zapomniała. Może zbyt długo czekała, pomyślała, że już się nie zjawie. Coś ukuło mnie w serce, jakiś ból, którego nigdy wcześniej nie poczułam. Musiałam działać szybko. Moje ręce wibrowały w powietrzu, odsuwając tłum.
- Ej, co się pchasz?!                                                                                                                                                                                   Usłyszałam niewyraźny głos zza moich plecy. Rozmazane kolory ubrań, mignęły mi przed oczami. Już prawie dotykałam jednego z nauczycieli, który zapisuję, był już prawie na wyciągnięcie ręki, gdy bolesny upadek na ziemie, rozmył radosne złudzenia.
- Jest kolejka – burknął jeden z uczniów, powalając mnie ciężko na podłoże. Popatrzyłam się na niego złowieszczo. To Ian James – najbogatszy i najbardziej rozpieszczony nastolatek w naszej szkole. Wykrzywiłam usta, na jego widok, na mojej twarzy malowało się obrzydzenie. Był obleśnie zamożny i okropnie bezczelny. Na wszystkich patrzył z góry, z wyższością. Uważał się za lepszego od nas, choć sam nie umiał nawet zawiązać sznurówki, a mimo to wszystkie dziewczyny na niego leciały. Podczas, gdy ja nie wiedziałam, czym tu można się tak zachwycać. Od dziecka wszystko było robione za niego, ktoś mógłby powiedzieć, że „i on tak, by chciał”, ale ja patrząc jakim stał się człowiekiem, wolę omijać taką „elitę”. Wiem, że wpychanie się nie jest kulturalne, ale to co on zrobił, było po prostu bezczelne. Z trudem powstrzymywałam pięści, by mu przypadkiem nie dołożyć. Wstałam jak najszybciej, inaczej byłabym skazana na stratowanie, przez dzikie nastolatki. Przetarłam kolana, przy czym posłałam mu nieprzyzwoity uśmieszek i stanęłam za nim w kolejce. Uznałam, że lepiej z nim nie zadzierać. On potrafi zrobić naprawdę wszystko. Jednak niektóre z dziewczyn zauważyły, że Ian mnie zepchnął na ziemie i posłały mi złowrogie spojrzenie. No błagam, jak można być o coś takiego zazdrosnym. Jeśli chcą z chęcią oddam i ten upadek, zdaje się, że zaliczyłam w nim siniaka. Kilka chłopców, poczym Ian skończyli zapisy. Wreszcie przyszła moja kolej, choć wiedziałam, że nie mogę się nastawiać na miejsce obok Zoey albo jej zadowolenie. Zapewne będzie na mnie obrażona, choćby za to, że nie poinformowałam ją o spóźnieniu i czekała na mnie jak idiotka. A przez ten upadek, jeszcze bardziej się to wszystko przedłużyło. Byłam naprawdę wkurzona.
- Nazwisko? – mamrotał pod nosem pan Tomson.
- Catherine Jones.
Wzrok nauczyciela przeszył wzrokiem po moim ciele.
- Następny! – Krzyknął, poczym małym zwinnym ruchem zaznaczył mnie na liście. Przebiegłam szybko przez boisko, poczym stanęłam przed trybunami i wypatrywałam Zoey. Siedziała w górnym rzędzie, nie wyglądała na specjalnie zadowoloną, zdaje się, że zbyt długo na mnie czekała. Spojrzała na mnie, a jej oczy aż kipiały. Była naprawdę zła. Zrobiła jedną z tych min, gdy ktoś naprawdę jej zalezie za skórę. Zauważyłam, że obok niej było jedno wolne miejsce, to znaczy, że wcześniej je dla mnie zajęła, ale teraz nie chciałam ryzykować. Jakby z jej twarzy dało się wyczytać „ spadaj Kate”. Odwróciłam się ze smutkiem, pomarkotniałam. Mój wyraz twarzy stracił jaką kol wiek barwę. Poczułam, jak bardzo ją zawiodłam. Tak bardzo chciałabym jej to wszystko wytłumaczyć. Zajęłam jedno z wolnych miejsc z daleka od Zoey. Przetarłam płynnym ruchem czerwone oczy. Poczułam jak z łzami rozmywa mi się tusz. Cały mecz przesiedziałam sama na jednym z siedzeń, rozmyślając o moim życiu. Nie wiem jaki był wynik, teraz to nie miało znaczenia. Kilkunastu spoconych facetów ganiało za piłką. To było takie bez sensu. Wszystko straciło swój powód, bez Zoey.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego