• Wpisów: 12
  • Średnio co: 182 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 09:58
  • Licznik odwiedzin: 3 048 / 2374 dni
 
kamciag2000
 
Wstałam z krzesła, poczym jeszcze raz na nią spojrzałam. Odwróciła się bez słowa. Nie wytrzymam bez niej. Ale ona też beze mnie.  Musiałam ją jakoś złapać i to wytłumaczyć. Przyrzekaliśmy sobie przyjaźń aż do śmierci, nie mogę pozwolić żeby byle co to popsuło. Nie będę tego traktować poważnie, po prostu pójdę ją przeprosić. Kłótnie się przecież zdarzają. Podążałam w jej kierunku. Musiała mnie zrozumieć. To nie była moja wina. Zoey coraz szybciej się oddalała. Chyba nie miała ochoty teraz ze mną gadać. Przyspieszyłam kroku. A ona była coraz bliżej tłumu.
- Zoey! – Krzyknęłam. Nie zwracała uwagi. Powtórzyłam drugi raz. Olewała mnie. Nie mogę w to uwierzyć, jak ona może. Przecież nic tak wielkiego się nie stało. Podbiegłam do niej szybko, poczym złapałam ją nagłym ruchem za rękę.
- Czemu tak strasznie się na mnie obraziłaś? – Ledwo co wysapałam. Byłam cała zdyszana. Zoey poderwała się z miejsca, przy czym spojrzała się na mnie jak na kretynkę.
- Nie rozumiesz? To już kolejny raz Kate. Tyle powodów, tego wszystkiego jest za dużo.
Zmarszczyłam brwi.
- Jak to, o co ci chodzi?
- Cały czas mnie wystawiasz. Pamiętasz jak kiedyś zignorowałaś mój szkolny występ? Miałaś ze mną zaśpiewać, a co zrobiłaś.? Stałaś w miejscu i gapiłaś się jak głupia w publikę. Nawet nie wydałaś dźwięku.
No dobra, może nie jestem zbyt pewna siebie i lekko się stremowałam, ale to nie było aż takie halo.
- Chcesz żeby nasza przyjaźń zmarnowała się przez jedną rzecz, która była w podstawówce? – rzuciłam. Byłam oburzona tym co zamierzała zrobić. Zerwać przyjaźń dla jednego występu.
- Nie to nie było jeden raz Kate. A przypominasz może sobie…
Stałam jak osłupiała. Pamiętała chyba milion moich potyczek, wymieniała jedną po drugiej.
- Poczekaj, może i trochę zamieszałam. – Przerwałam. – Ale bardzo cię przepraszam, bo nie chciałam ci tego robić specjalnie na złość. Przecież po coś zawarłyśmy tą przyjaźń. Ten pakt. Byłyśmy dla siebie stworzone, już od piaskownicy bawiłyśmy się jak najlepsze przyjaciółki. Tak jak siostry. A teraz to nie była moja wina.
Zoey spojrzała na mnie, a w jej oku zakręciła się łza. Poruszyło ją, wreszcie coś w niej drgnęło. Jednak była niepewna i to ją przybijało. Jeszcze raz wbiła wzrok w moją bladą twarz. Obserwowała źrenice, jakby przeglądała się w małym lusterku.
- Dziewczyny! – Rozległ się głos nauczyciela. – Chodźcie, już wszyscy poszli, trzeba się zbierać.
Z niepokojem spojrzałam na pana od Polskiego, gdy, po chwili poczułam miły dreszcz ukojenia. Zoey przytuliła mnie najmocniej jak potrafiła, byłam szczęśliwa, że jednak coś w niej zostało, że wciąż jesteśmy przyjaciółkami, że jest jeszcze jakaś nadzieja.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego