• Wpisów: 12
  • Średnio co: 178 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 09:58
  • Licznik odwiedzin: 2 979 / 2323 dni
 
kamciag2000
 
Z trudem powstrzymałam się od płaczu. Wiedziałam, że Carmen zrobi coś okropnego. Jak najszybciej opuściłam klasę. Nie chciałam, by ktoś zauważył moją czerwoną twarz, zaszklone oczy, a już w szczególności on, nie musi wiedzieć. Carmen jeszcze bardziej, by się wyżyła. Jeszcze bardziej mnie poniżyła. Zakryłam twarz, okalając ją dłońmi. Bałam się, do jak obrzydliwych rzeczy może dopuścić. Musiałam się spotkać z Zoey. Zdaję się, że zaraz będzie dzwonek kończący przerwę, nie chcę tam wracać, nie chcę patrzeć na Carmen. Moje serce rozrywa się w dwie strony, nie wiedząc, którą wybrać. Muszę jak najszybciej odnaleźć Zoey i wyrwać się ze szkoły. Nie mogę tu zostać, nie mogę się męczyć jej spojrzeniem. Gdy widzę Carmen usycham, jednak wzrok Nialla znów budzi mnie do życia. Biegłam przez szare korytarze, były ponure, zagłębiały mój smutek. Nie było jej.  Stanęłam przed wejściem do jej klasy, schyliłam głowę. Zakryłam płaczliwą twarz włosami, poczym raptownie otworzyłam drzwi, spoglądając przez końcówki. Próbowałam wyszukać wzrokiem Zoey. Moje serce biło, chciało mi się płakać. Oglądając się w różne strony próbowałam ją odnaleźć. Stała z kilkoma innymi dziewczynami przy oknie. Śmiała się i rozmawiała. Niestety musiałam zepsuć jej ten radosny nastrój.
- Zoey! – Krzyknęłam, poczym ponownie zakryłam twarz. Spojrzała na mnie zdziwiona. Przeprosiła na chwilę towarzystwo. Podbiegła do mnie, wiedziała, że coś jest nie tak. Jej wzrok był zmieszany, niecodzienny. W oku krążył wielki znak zapytania. Wyprowadziłam ją szybko na korytarz. Właśnie zadzwonił dzwonek. Miałam niewiele czasu, by ją przekonać.
- Muszę wracać do klasy Kate, powiesz mi o tym później… - rzuciła, poczym, spojrzała się na drzwi.
- Nie, Zoey. Nie możesz  pójść, muszę wracać do domu, chcę żebyś wróciła ze mną.
Zoey odwróciła głowę, była totalnie zdezorientowana.
- O co chodzi Kate? Jak to wracasz do domu? Co się dzieję?
Mała łza pociekła po moim policzku.
- To Carmen – wyszeptałam.
Zoey przymrużyła brwi, zgodziła się wrócić ze mną. Cichy odgłos kroków zdawał się zbliżać. Buty na koturnach, pewnie kroczyły po drewnianej podłodze. Nauczycielka zaczęła patrolować korytarze.
- Nie, to pani Concull – odparła z przerażeniem Zoey.
Nie zastanawiając się ani chwili, rzuciliśmy się do ucieczki. Szum tupotu stóp, owiewał przestrzenny korytarz. Nauczycielka była coraz bliżej, już skręcała, jej cień krążył wokół nas. Lęk przebijał moje serce jak strzały, powoli zaczął opanowywać moje myśli, umysł. Na niczym nie mogłam się skupić. Strach w oczach Zoey. Jak szalone dopadłyśmy drzwi wejściowych. Moje serce biło, poczym stawało. Krztusiłam się zapędzonym powietrzem. Wybiegłyśmy kotłując się nawzajem. Powoli, jednak zaczęłam zwalniać. Zdyszana próbowałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Poczułam jak Zoey stanęła obok, opierając łokieć o moje ramię.
- Już… Jesteśmy…  Bezpieczni. – Wyksztusiła z ulgą. Zbliżaliśmy się do samochodu Zoey. To mnie jeszcze bardziej dobijało, nie tyle co ma prawo jazdy, ale jeszcze własne auto. Jednak kojąca myśl o wyrwaniu się ze szpon Carmen i spokojnym wróceniu do domu, przystopowała moją wewnętrzną burzę, a raczej sztorm mego serca. Zamknęłam delikatnie oczy, poczym otworzyłam je z lekkim nieprzyzwoitym uśmieszkiem. Wreszcie coś poszło po mojej myśli. Wsiadłyśmy do samochodu, poczym podążałyśmy w kierunku mojego domu.
***
Zoey rozsiadła się wygodnie na dużej, przestrzennej, kremowej kanapie. Na szczęście mama była jeszcze w pracy. Jej powrót był planowany około godz. 17.15. Ale jak na nią przystało i tak jeszcze się spóźni. Nie chcę mieć jakiś kłopotów i zamartwiać mamy, postanowiłam, że powiem jej o moim zwykłym powrocie, po zakończeniu lekcji o piętnastej.
- Podać ci coś? – Zaproponowałam.
- Jeśli możesz to herbatę, ale obejdzie się.
- Nie, spoko – odparłam. – Zaraz wracam.
Łagodnym wzrokiem, przemierzyłam kuchnię. Podeszłam do szuflady, poczym wyjęłam czarną herbatę. Zaparzyłam i za dwie minuty była gotowa.
- Poczekaj, już idę – krzyknęłam, przy czym delikatnie chwyciłam w dłonie gorący napój. Powolnym krokiem zbliżałam się do salonu. Mały skrawek dywanu delikatnie odstawał od podłogi. Chwila nieuwagi i ciężko wylądowałam na ziemi. Gorąca herbata wylała się na dywan. Zoey czym prędzej zbliżała się w moim kierunku, by udzielić mi pomocy. Bolała mnie noga, zalałam się herbatą i nie miałam dobrego nastroju.
- Cholera!– Odparłam zdenerwowana.
Czemu zawsze wszystko przytrafia to się tylko mnie. Wstałam, wycierając ręką zalane spodnie.
- Aj – jęknęłam. Herbata aż wrzała. Gorący żar stąpał po mojej skórze. Trzeba było wytrzeć dywan przed przyjściem mamy.
- Zawiń ten dywan, żeby nie odstawał, ja pójdę w tym czasie po ścierkę wytrzeć spodnie. – Skinęłam do Zoey, poczym poszłam do kuchni.
Zoey zaczęła zawijać dywan.
- Nie wiedziałam, że macie przejście pod dywanem do piwnicy. – Odparła, a w jej głosie wyraźnie było słychać zdziwienie.
- Nie mamy niczego takiego?! – krzyknęłam zdezorientowana, stając w drzwiach salonu.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego