• Wpisów: 12
  • Średnio co: 178 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 09:58
  • Licznik odwiedzin: 2 979 / 2323 dni
 
kamciag2000
 
Siedzę na kanapie. Mama jeszcze nie wróciła. Już nie wiem kim jestem. Zaraz chyba zadzwonię do Zoey. Duszę w sobie śmiech, a może, jednak to płacz? Sięgając po komórkę cicho łkam. W telewizorze lecą monotonne filmy, powtarzające co sekundę te samą kwestię. Może i niektórych to bawi, ale dla mnie to jedna wielka żenada, nie rozumiem czym tu można się tak fascynować. Zaczęłam wykręcać numer Zoey, jednak w odpowiedzi usłyszałam jedynie dźwięk automatycznej sekretarki. To chyba normalne, ale u Zoey to nie możliwe. Co się  z nią dzieję?! Ona nie opuszcza na krok swojego telefonu. Nie wyłącza go nawet w kinie. To co przeczytałam doprowadziło mnie do stanu totalnego rozbicia, a ona akurat teraz musiała wyłączyć telefon. Jeszcze raz z nadzieją wykręciłam jej numer.
- Halo? – w słuchawce zabrzmiał ciepły głos Zoey.
- Hej, tu Kate. Mogę wpaść? Mam bardzo ważną sprawę – odparłam, ponaglając rozmowę.
- Tak, spoko.
-Ok, zaraz będę – odpowiedziawszy, chwyciłam białą torbę i czym prędzej dobiegłam do przedsionka. Ubrałam beżowe baleriny, poczym z pośpiechem rzuciłam się w kierunku drzwi.
Zoey musi się o wszystkim dowiedzieć. Muszę poznać jej opinie.
Zamknęłam metalową furtkę. Jak najszybciej biegłam do jej domu. Zoey mieszka dwie ulice dalej, więc nie mamy problemu się z sobą widywać. Na mojej twarzy znów zawitał kojący uśmiech. Może ta jedna osoba mnie zrozumie. Tylko jej potrafię zaufać. Jesteśmy przyjaciółkami od podstawówki.
Biegnę po twardej, żwirowej ziemi. Przy życiu trzyma mnie tylko nadzieja. Nadzieja, że ktoś wreszcie okaże choć trochę skruchy. Może zrozumie. Moje stopy lekko stąpały, delikatnie kurząc żwirowym piaskiem. Oczy aż błyszczały z ciekawości, jak zareaguje Zoey. Serce bucha, dudni w ciszy. Wokół krąży zapach świeżej trawy.
Stanęłam przed furtką Zoey. Jeszcze raz otrzepałam zakurzoną, szarą bluzę. Trzeba przyznać, że nasza tak zwana „piwnica” – nie jest najczystszym miejscem w naszym domu. Moje palce delikatnie musnęły dzwonek. Poczułam jak połknięte powietrze z powrotem podnosi mi się do gardła. Minął krótki, powszechny dźwięk, przy czym przeszłam przez furtkę.
- Wchodź Kate – namawiała Zoey – gestykulując zachęcająco ręką, pośrodku drzwi.
Rozsiadłam się na jednym z purpurowych foteli w pokoju Zoey. Wokół, jak zawsze rozchodził się zapach fiołków, które hodowała.
- O co chodzi? – pytała zaciekawiona. Jej oczy lśniły dziś wyjątkowo morskim blaskiem. Spojrzała się na mnie spostrzegawczo.
- Pamiętasz te przejście pod dywanem? Tylko proszę nie mów, że oszalałam albo jestem naćpana – dodałam spoglądając na nią niepewnie.
Zoey pokiwała głową, a lekki, niewinny uśmiech zawitał na jej twarzy. Jednak w oczach wciąż krążyło niezrozumienie.
- Kiedy zeszłam na dół, po tych schodach… odnalazłam… - opowiadałam z przejęciem całą historie, mając nadzieję, że będzie wstanie jakoś uwierzyć. Ale nieomylnie, nie będzie jej błędem jeśli nie zrozumie. Przecież to brzmi tak potwornie niewiarygodnie, że sama się gubię. Po całej opowieści popatrzyła się na mnie krzywo, choć wiem, że stara się zbytnio nie pokazywać swojej niewiarygodności. To straszne, że nawet najbliższa mi osoba, nie jest wstanie uwierzyć. Przecież ja tego sobie nie wymyśliłam. Po tym co widziałam życie mi się wali na głowę… nie przejdę przez to sama. Zoey proszę, powiedz, że nie jestem chora, że mnie rozumiesz. Jednak stała bez ruchu. Mogłam, tylko domyślać się jej podejrzeń. Otworzyła lekko usta, lecz nie wydała z nich żadnego dźwięku. Zaczęłam zgadywać jej myśli. Chyba zastanawia się, czy to nie żart i przypadkiem jej nie wrabiam. Jednak moja samotność brzmi tak okropnie, szumi mi w uszach, opanowuję myśli. Szukam jakiegoś wyjścia, jednak głęboka cisza, nas otaczająca robi się przytłaczająca, kuli w sobie dawny blask, stawia mnie w niekomfortowej sytuacji.
- Zoey… - wzdycham pod nosem, lecz nie widzę, by miała zamiar coś powiedzieć. Do oczu gromadzą mi się łzy. Czuję, jak moje serce powoli traci nadzieję, a przede wszystkim ochotę. Jednak się nie poddaję, walczę dalej. Wiem, że jestem w stanie ją przekonać. Ta niezręczna sytuacja, w której się znajduję.
- Proszę powiedz coś – szepczę, jednak ona, chyba tego nie słyszy. Stąpam po kruchym lodzie, lecz wiem, że gdy tylko się poślizgnę, ona pomoże mi wstać. Wyciągnie z lodowatej wody, w której się zanurzę. To zbyt zagmatwane, by nie miało sensu. Jednak Zoey wciąż myśli, zastanawia się. Spoglądam na zegarek, zaraz wróci mama. Nie wie, że wyszłam z domu. Z niecierpliwieniem patrzę w oszklone oczy Zoey, boję się, że straciły dziecinność, która kiedyś w nich mieszkała. Boję się, że nie zostało jej już nic z dziecka, choć jeszcze nie jest, stała się dorosła. Te domysły mnie męczą.
- To może ja już pójdę, a ty to sobie przemyślisz… - dodałam cicho z zawiedzeniem. Myślałam, że to będzie wyglądać zupełnie inaczej. Jednak, chyba to zbyt trudne. Po prostu, musi to przemyśleć.
***
Siedząc na łóżku, zwilżam wargi. Te niezrozumiałe uczucia, ponowna obojętność, która każe mi wstać. Słyszę trzask drzwi i nawoływanie mamy, jednak nic nie odpowiadam. Czekam w milczeniu.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego